środa, 1 października 2014

Początki zawsze są trudne

     Dużo się zmieniło. Nadal nie mamy tutaj internetu, ale korzystam z tego, co mam na telefonie i jakoś daję radę. W mieszkaniu widoczne jest już życie, nie jest tak pusto jak wtedy, gdy przyjechaliśmy tutaj pierwszy raz. Powoli czuję się tutaj jak w domu, przyzwyczajam się do wszystkiego i jest dobrze.
     Kacper zaczął zajęcia już w poniedziałek, mimo tego, że rozpoczęcie ma dopiero w czwartek. Martyna wczoraj była na spotkaniu organizacyjnym, a zajęcia od jutra. No a ja.. no cóż, wszystko od jutra. Jutro jakieś spotkanie organizacyjne, inauguracja wydziałowa, spotkanie z władzami instytutu bodajże, a i zajęcia rozpoczynają się od jutra od 15. W sumie będzie tylko jeden wykład, więc nie jest aż tak źle.
     Myślałam rano, że już mam ogarnięty plan zajęć i nawet z angielskim już wiem, co i jak, po czym na stronie wydziału jest napisane o teście kwalifikacyjnym z angielskiego.. więc już nie rozumiem. Robiliśmy już jeden, gdy zapisywaliśmy się na lektoraty.

     Wczoraj byłam z koleżanką z roku i nawet z grupy po odbiór legitymacji. Kolejka do dziekanatu była niesamowicie długa. A do tego, gdy byłyśmy już chyba w połowie drogi to stwierdziłyśmy, że stoimy w złej kolejce i przeszłyśmy do innej... A po kilku minutach okazało się, że jednak stałyśmy w dobrej kolejce i przenosiłyśmy się z powrotem. Na szczęście chłopak, który wcześniej stał za nami pozwolił nam stanąć w tym samym miejscu. Okazało się też, że jest na drugim roku, więc trochę nam poopowiadał jak to jest ze studiowaniem.
>takie randomowe zdjęcie z wypadu do biedronki<
     Muszę powiedzieć, że w tej chwili nie jestem już tak przerażona jak wcześniej. Na pewno jest we mnie jakiś lęk, bo w końcu nie byłam jeszcze w takiej sytuacji, ale... jest dobrze. Powtarzam sobie ciągle, że jakoś to będzie. Mówię sobie, że będę chodzić na wszystkie wykłady i ćwiczenia, ale ze względu na to, że wykłady mamy nieobowiązkowe, nie wiem jak to wyjdzie. Mam nadzieję, że wytrzymam w moim postanowieniu, bo na pewno będzie mi to później pomocne.

     Ze względu na to, że wczoraj był Dzień Chłopaka, stwierdziłam, że zabiorę Kacpra do kina :) Niedługo powinien wrócić z zajęć, zjemy obiad (nie umiem gotować! :c robię cały czas jakieś proste rzeczy) i pójdziemy na "Więzień Labiryntu" z nadzieją, że nie będziemy żałować. Muszę przyznać, że książki nie czytałam, a nawet o niej nie słyszałam, ale znając mnie, stwierdzę, że MUSZĘ mieć tę serię i kiedyś przeczytam.
     Idę pilnować ryż. Także no...
Baiii~

2 komentarze:

  1. Studia takie przerażające :c ja siedziałam 8 godzin na immatrykulacji ... D:
    I wykłady też były straszne. Mózg rozwalony.
    A ja dzisiaj będę stała w kolejce po legitkę, więc życz mi powodzenia XDD. Ahaahah.
    "Więzień labiryntu" jest cudowny! Byłam na nim z Arusiem ostatnio! I aż mi kupił książkę na urodziny *___* zakochałam się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dzisiaj dopiero na pierwszym wykładzie byłam, a już 6 stron zapisanych... XDDD
      POWODZENIA! <3 Kolejki po legitki są okropne.
      Ooooooooooooo <3 Ja muszę sobie kupić, ale to po percy'm. Najpierw muszę skompletować percy'ego XDDD <3

      Usuń